Odkąd pamiętam nie lubiłam tasiemców. Z tego powodu nie sięgnęłam po Naruto, Bleach, One Piece ani po Fairy Tail. Niestety mam kolegę (Bondi, masz pozdrowienia- nie zabij się na desce xD). I ten kolega namawiał mnie żebym obejrzała Gintamę. Tak namawiał, namawiał, wychwalał...
No to weszłam na anime-shinden w celu zobaczenia recenzji. No cóż... Zdaje się, że typowy shonen. Az tu nagle zerkam na ilość odcinków. I jadę kursorem w dół i w dół i w dół. Nieco ponad dwieście odcinków... Ło jezu, łolaboga.... Nigdy tego nie oglądnę do końca. Ale niech będzie- obejrzę chociaż pierwszy odcinek.
No i dzisiaj rano przed pracą obejrzałam. I wiecie co? Nawet mi się spodobało. Inwencja tłumacza powala ("Zrób minę groźną jak Gołota").
Ogółem akcja toczy się wartko, nie ma przynudzania i na razie rozumiem o co tam się rozchodzi. Tak więc może jutro wezmę się za kolejny odcinek. Ciekawe czy dotrwam chociaż do setnego odcinka? Jak sądzicie?
Czy dziewczyna, która dotąd była odstraszana przez tasiemce dotrwa do końca?

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz